Lux in tenebris: Romowe

Wieki średnie, niegdyś całkiem obficie reprezentowane w rodzimym komiksie historycznym, współcześnie zdają się ustępować pola fabułom osadzonym w znacznie bliższych nam momentach dziejowych. Stąd premierowy tom cyklu „Lux in tenebris” to doskonała okazja do odwiedzenia nieco zapomnianej przez naszych twórców epoki wczesnopiastowskiej.
Inne dzieła kultury, Historia religii, Historia polityczna, Recenzje, Pełne średniowiecze, Polska

Paradoksalnie autorem scenariusza jest najbardziej aktywny scenarzysta współczesnych komiksów wojennych. Sławomir Zajączkowski, bo o nim właśnie mowa, może pochwalić się całkiem pokaźnym jak na nasze warunki dorobkiem. „Łupaszka”, „1945: Wyzwolenie?”, „Pamiętamy: Biała Podlaska” – to tylko część spośród publikacji sygnowanych jego nazwiskiem. Okazuje się jednak, że ów autor przejawia zainteresowanie nie tylko Żołnierzami Wyklętymi oraz konspiracją spod znaku Szarych Szeregów. Dowodem tego jest „Romowe”, komiks inicjujący wspomnianą wyżej serię „Lux in tenebris” („Światłość w ciemności”).

Akcja fabuły rozpoczyna się w okresie dla Polski szczególnie trudnym, tj. wiosną 1039 r. Nie minął bowiem nawet rok od niszczącego najazdu czeskiego księcia Brzetysława, a struktura polityczna powstała wskutek wysiłków kilku pokoleń rodu Piastów faktycznie przestała istnieć. Na fali ogólnej atrofii wywołanej skoordynowaną agresją Sasów i Rusinów znaczne obszary niegdysiejszego władztwa Bolesława Chrobrego ulegają repoganizacji. Jakby tego było mało, towarzyszą temu zamieszki na tle społecznym. Tylko nieliczne enklawy – jak np. Mazowsze władane przez cześnika Mojsława – zdołały oprzeć się dziejowym perturbacjom.

Tymczasem bieg wypadków w swej ojcowiźnie czujnie obserwuje syn króla Mieszka II, książę Kazimierz (wypędzony wraz z matką z Gniezna znalazł schronienie na cesarskim dworze). Z zamiarem restaurowania władzy centralnej podejmuje on szereg działań – począwszy od zjednania sobie wrogo dotąd usposobionych sąsiadów (a zwłaszcza księcia kijowskiego Jarosława Mądrego), aż po odwołanie się do argumentów natury duchowej. Temu też ma służyć wyprawa mnicha Jakusza i nieco leciwego, choć wciąż w wojennym rzemiośle wprawnego, rycerza Wojmira. Ich misja polega bowiem na odzyskaniu głowy św. Wojciecha przekazanej tuż przed splądrowaniem Gniezna emisariuszom Mojsława (notabene album pierwotnie miał nosić tytuł po prostu „Głowa”). Niestety niebawem po zdeponowaniu relikwii ślad po niej niknie… Ta okoliczność daje początek peregrynacji Jakusza i Wojmira, która zawiedzie ich poprzez północne Mazowsze i terytoria hardych Prusów do gaju Romowe, miejsca krwawych rytuałów sprawowanych ku czci bałtyjskich bóstw.

Fabuła jest spójna i prowadzona z profesjonalną werwą. Próżno doszukiwać się tu dłużyzn i zbędnych dialogów. Mamy tu bowiem do czynienia z tzw. „questem”, któremu, pomijając wprowadzenie w świat przedstawiony, autor skryptu całkowicie podporządkowuje tok opowieści. Profil psychologiczny pary głównych bohaterów nakreślono przekonująco i z niemałą wprawą. Wojmir to weteran kampanii wojennych z czasów Chrobrego – skuteczny, doświadczony i pewny swych działań, a przy tym całym sercem oddany wyznawanej przezeń religii. Można zatem śmiało rzecz, że w postaci tej zawarty jest modelowy przykład tzw. bożego wojownika, jednego z najważniejszych ideałów literatury okresu średniowiecza. Z kolei Jakusz, pomimo względnie młodego wieku, przejawia nie mało przenikliwości i szczerej wiary w cywilizacyjny wymiar chrześcijańskiego przesłania. W razie konieczności potrafi jednak przejść od słów do czynów, chwytając za oręż, tak jak to mieli w zwyczaju czynić – ku osłupieniu Bizantyjczyków – kapłani uczestniczący w pierwszej wyprawie krzyżowej. Zestawienie doświadczenia z młodzieńczą wrażliwością przyczyni się do nadania tym postaciom stosownej wyrazistości. Nie zgorzej wypadają również osobowości dalszego planu: nieprzewidywalna w swych poczynaniach Daiva (kolejna, po „Kamie” z „Zamachu na Kutscherę” udana postać kobieca w twórczości Zajączkowskiego), kapłan Bruzzi, komes Suła i skandynawski najemnik Ulfar.

Szczególnie interesującym zjawiskiem widocznym w komiksie jest odmienne od standardowego u rodzimych kreatorów potraktowanie chrześcijaństwa. Zwłaszcza że twórcy tego kalibru co Ryszard Dąbrowski („Różne Krótkie”), Zygmunt Similak (zapowiedź kontynuacji „Gwiezdnych Bezdroży”) czy Jerzy Szyłak („Ballada o Eulalii”) przyzwyczaili nas do jednoznacznie negatywnego i częstokroć krzywdzącego portretowania chrześcijan, duchowieństwa oraz przypisanej im symboliki.

Nie wnikając w przyczynę tego stanu rzeczy, przyznać trzeba, że opowieść Zajączkowskiego dalece odbiega od na swój sposób zastanawiającej maniery przejawianej przez wspomnianych twórców. „Rzymska wiara” jest tu bowiem nośnikiem cywilizacyjnego postępu, fundamentem kształtującej się tzw. Młodszej Europy, jakością atrakcyjną samą w sobie, wydobywającą pogrążone w mrokach pogaństwa plemiona na wyższy pułap społecznego rozwoju. Stąd mnich Jakusz nijak się ma do wyjątkowo łasych na dobro doczesne kapłanów krzątających się m.in. na stronicach „Strefy Komiksu”. I co więcej w zestawieniu z tam też obecnymi karykaturalnymi kreacjami kleru sprawia wrażenie znacznie bardziej przekonującego.

Wykonania oprawy graficznej do skryptu Zajączkowskiego podjął się Hubert Czajkowski, plastyk, którego wielbicielom krajowej (i nie tylko) fantastyki raczej przedstawiać nie trzeba. Zwłaszcza że to właśnie jemu dane było zmodernizować wizerunek kultowego dla wielu miesięcznika „Magia i Miecz”. Nie mniej zapadają w pamięć także ilustracje zdobiące okładki książek autorstwa Jacka Komudy (m.in. „Bohuna”). „Romowe” to przykład, że zadziorna kreska, doskonale oddająca charakterologiczny rys zarówno kresowej szlachty, jak i Zaporożców, sprawdza się także w realiach wczesnopiastowskich. Zgrzebność świata przedstawionego celnie oddaje nastrój de facto postapokaliptycznej rzeczywistości (bo za taką właśnie wypada uznać ogólną sytuację po upadku monarchii Mieszka II). W stylistyce Czajkowskiego dominuje wrażeniowość, a w sekwencjach konfrontacyjnych nie szczędzi on czytelnikowi naturalizmu. Autor świetnie radzi sobie z nokturnami. Również sceny rytuałów prezentują się odpowiednio posępnie.

Udane zwieńczenie wysiłków ilustratora stanowi kompozycja na okładce utrzymana w zróżnicowanych tonacjach sepii. Zmagania głównych bohaterów z czeredą Prusów być może wypada potraktować jako metaforę tytułu serii. Na marginesie warto nadmienić, że inicjatorem realizacji „Romowe” był właśnie Hubert Czajkowski, który ponoć od dawna nosił się z zamiarem spróbowania swoich sił na komiksowej niwie.

Jakością edytorską omawiany tytuł w niczym nie ustępuje albumom rodem z rynku frankofońskiego. Natomiast pod względem ceny rzecz prezentuje się znacznie bardziej przystępnie.

Wszystko wskazuje, że mnich Jakusz i jego waleczny kompan powrócą niebawem w następnym tomie tej wyjątkowo obiecującej serii. W zapowiedziach już figuruje kolejna fabuła z ich udziałem pt. „Wilcza Gontyna”. Tym razem para bohaterów wyruszy ku Grodom Czerwieńskim w zamiarze eskortowania córki księcia kijowskiego, Marii Dobroniegi, przeznaczonej na małżonkę dla Kazimierza Odnowiciela. Jak można mniemać po samym tylko tytule tej opowieści, jej bohaterom ponownie przyjdzie stawić czoła wyznawcom lokalnej odmiany pogaństwa i tym samym – zgodnie z tytułem cyklu – nieść światło pośród mroku.

Autorstwo: Przemysław Mazur
Źródło: Histmag.org
Licencja: CC BY-SA 3.0

Opublikował

Poza internetem 2 godziny

Krakers

Redaktor naczelny "Krakersa" i administrator portalu Komiks.ovh.
Komentarze: 2Publikacje: 80Rejestracja: 17-11-2018

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *