„Kapitan Szpic i Wielki Cyrk” oraz „Kapitan Szpic i Czarna Niechcesete”

Chciałoby się rzecz: „Kapitan Żbik wiecznie żywy!”. I to nie bezzasadnie, jako że do obiegu regularnie trafiają wznowienia kolejnych „Kolorowych Zeszytów” (do tego w różnych wariantach okładkowych). Ponadto dostępne są już dwie monografie poświęcone „Supermanowi z MO”: „Kapitan Żbik. Portret Pamięciowy” Mateusza Szlachtycza i Maxa Suskiego oraz „Teczka personalna. O komiksie Kapitan Żbik” Sebastiana Chosińskiego. Na tym jednak przedsięwzięć „około-żbikowych” nie koniec.

A to z tego względu, że doczekaliśmy się kolejnej już – po m.in. „Wesołym finale” i „Kapitanie Ewiczu” – parodii jednej z najpopularniejszych produkcji komiksowych doby PRL. Jest nią zaplanowana na pełnowymiarową serię wspólna inicjatywa Daniela Koziarskiego i Artura Ruduchy. Ten pierwszy to autor takich powieści jak m.in. „Ciemnokrąg”, „Przypadki Tomasza Płachty. Życie i śmierć socjopaty” oraz powstałego we współpracy z Agnieszką Lingas-Łoniewską „Klubu niewiernych”. Równolegle rzeczony współtworzy na jednym z portali społecznościowych profil „Kultowe komiksy z czasów PRL-u”. Drugi to z kolei dobrze znany miłośnikom twórczości Tadeusza Baranowskiego autor albumiku „To rozśmiesza, to porusza, czar komiksów Tadeusza!”, za którego sprawą zaistniała okazja by raz jeszcze spotkać całkiem liczną gromadkę spośród bohaterów wspomnianego klasyka.

Jak widać nastrój parodystyczny Ruduchy nie opuścił i tym sposobem, wspólnie z kolegą współscenarzystą, zdecydował się on przybliżyć perypetie Kapitana Szpica, stróża porządku publicznego, nieprzypadkowo wzbudzającego skojarzenia z niegdysiejszym postrachem m.in. gitowców (vide „Wyzwanie dla silniejszego”). Nawet jeśli ktoś miałby choćby cień wątpliwości to „granatowa zbroja”, służbowa czapka oraz tzw. peksiki (charakterystyczne dla elegantów doby lat 70. XX w. baczki w typie lansowanych m.in. przez Kazimierza Deynę) prędko i skutecznie nakierują potencjalnego czytelnika na „literacki pierwowzór”. Co więcej to dopiero początek odniesień wobec dorobku m.in. płk Władysława Krupki (tj. głównego scenarzysty serii o Janie Żbiku). Oto bowiem już od pierwszych plansz otwierającego cykl „Wielkiego Cyrku” robi się wręcz tłoczno od nawiązań do takich odsłon kultowej serii jak tzw. trylogia harcerska (zapoczątkowana epizodem pt. „Wieloryb z peryskopem) oraz m.in. „Pogoń za lwem” i „Salto śmierci”. Przy czym zgodnie z przejętą przez autorską spółkę formułą po uprzednim przepuszczeniu przez „filtr” humoru.

Do tego dobrej klasy, koncentrującym się na dowcipie słownym i modyfikującym pierwotną wersje sformułowań znanych z „Kolorowych Zeszytów”. Rojno pod tym względem nie tylko w głównym planie, ale też odleglejszym tle, a przejawów tych gagów jest tu nie mniej niż w przebojowej i docenianej pod tym względem serii „Chew”. Można zaryzykować twierdzenie, że osoby mile wspominające popularny niegdyś program „KOC” („Komiczny Odcinek Cykliczny”) Sławomira Szcześniaka i Grzegorza Wasowskiego, także w tym przypadku nie doznają zawodu.

Z jakimiż to zagrożeniami zmuszony jest brać się za przysłowiowe bary dzielny Szpic i wspierający go zespół nie mniej ofiarnych funkcjonariuszy? Jak zapewne nietrudno domyślić się na podstawie tytułu otwierającego serię epizodu z trawestacją szajki kierowanej przez niejakiego „Kruka”. Do tego dochodzą klauni dystrybuujący wśród młodych adeptów ZHP paczuszki z tajemniczą białą substancją, a także snujący się po miejskich zaułkach zbiegły z cyrku lew. Mało? Zatem piszący te słowa zapewnić może, że wyzwań adekwatnych wobec niepoślednich talentów tytułowego bohatera jest tu co nie miara. W drugim epizodzie – „Czarnej Niechcesetę” – sytuacja ogólna jeszcze bardziej się zagęszcza. Nie może być zresztą inaczej gdy w grę wchodzą poranione namiętności odrzuconego absztyfikanta przy akompaniamencie rytmów wiejskiego wesela. Dodajmy do tego tytułowy artefakt z kolekcji zapamiętałego zbieracza utrwalonych w różnorakich materiałach niewieścich aktów, a otrzymamy zawirowania fabularne generujące cały zestaw zwrotów akcji i równie wiele humoru. Oczywiście nie trzeba zapewniać, że odpowiedzialni za skrypt serii raz za razem wykazują wnikliwą znajomość perypetii prawdopodobnie jednego z nielicznych, autentycznie popularnych funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej.

Stylistyczna lekkość kreski Artura Ruduchy urzeka. Ów plastyk prezentuje bowiem styl kompletny i dojrzały zarazem. Znać co prawda wpływy twórczości Szarloty Pawel (m.in. w sposobie rozrysowywania oczu niektórych postaci) i Tadeusza Baranowskiego. Nie zmienia to jednak faktu, że stargardzki autor pod względem tożsamości artystycznej jest w pełni oryginalną i łatwo rozpoznawalną indywidualnością. Zapełniane przezeń kadry wprost tętnią pozytywną energią idealnie harmonizując się z gatunkowymi prawidłami satyry. Znaczącą rolę odgrywa pod tym względem także dobór intensywnych i wyrazistych barw. Wizerunki postaci (a jest tu ich mnóstwo!) wypadają charakterystycznie i przekonująco. Znać przy tym nie tylko mnóstwo włożonej w ten projekt pracy ale też twórczą radochę z jego realizacji.

Zgodnie z „literackim pierwowzorem” nie mogło zabraknąć parafrazy na swój sposób niezapomnianej rubryki „Za Ofiarność i Odwagę”. Rzecz jasna według kryteriów przyjętych przez twórców przypadków Kapitana Szpica. Ciekawostką i szczególną atrakcją drugiego epizodu jest gościnny w nim udział klasyków polskiego komiksu w osobach Tadeusza Baranowskiego i Jacka Skrzydlewskiego. Ów zestaw znakomitości uzupełnia zmierzający ku wspomnianemu statusowi Sławomir Kiełbus. Owe występy, acz symboliczne, z dużym prawdopodobieństwem uradują oko czujnego konesera rodzimych historii obrazkowych.

Wygląda na to, że na dwóch odsłonach niniejszej serii panowie Koziarski i Ruducha ani myślą poprzestawać. W również zaczerpniętej z serii o Żbiku formule zapowiedzi kolejnych odcinków zaprezentowano bowiem okładkę kolejnej odsłony tegoż przedsięwzięcia o jakże znamiennym tytule „Popielniczka z negatywką”. Czyżby zatem wspominani autorzy zamierzali przegonić Szpica po przetworzonych przez ich model humoru odpowiednikach tzw. Demoludów? Jeśli autorska spółka utrzyma dotychczasowy, jak na polskie warunki szybki tryb prezentacji kolejnych epizodów, to przekonamy się o tym za względnie niebawem.

Autorstwo: Przemysław Mazur
Źródło: Mezotyda.blogspot.com

Noty bibliograficzne

1. „Kapitan Szpic i Wielki Cyrk”, scenariusz: Daniel Koziarski, Artur Raducha, rysunki, kolory i opracowanie graficzne: Artur Ruducha (gościnnie Tadeusz Baranowski, Sławomir Kiełbus i Jacek Skrzydlewski), Wydawnictwo Ongrys, 28 września 2018 r., 32 strony, cena 19,90 zł.

2. „Kapitan Szpic i Czarna Niechcesete”, scenariusz: Daniel Koziarski, Artur Raducha, rysunki, kolory i opracowanie graficzne: Artur Ruducha (gościnnie Tadeusz Baranowski, Sławomir Kiełbus i Jacek Skrzydlewski), Wydawnictwo Ongrys, 22 marca 2019 r., 32 strony, cena 19,90 zł.

Opublikował

Poza internetem 4 dni

Krakers

Redaktor naczelny "Krakersa" i administrator portalu Komiks.ovh.
Komentarze: 2Publikacje: 409Rejestracja: 17-11-2018

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *