Joker

Mroczny Rycerz ewidentnie nie ma u nas szczęścia – a przynajmniej nie w ostatnich latach. Skrofuliczna oferta Egmontu do spółki z często mało fortunnym doborem tytułów sprawia, że wielbiciele „Zamaskowanego Krzyżowca” całkowicie słusznie uskarżają się na swoistą dyskryminację ich ulubionej postaci. Czy „Joker” duetu Azzarello/Bermejo ma szansę przynajmniej częściowo zaspokoić głód zniesmaczonych fanów?

Jest to bardzo prawdopodobne – przynajmniej w kontekście warstwy ilustracyjnej, bowiem na tym polu realizatorzy dali autentyczny popis biegłości w swym fachu. Natomiast nieco gorzej z samą fabułą. Ale po kolei…

Aż nazbyt dobrze znany mieszkańcom Gotham szubrawiec o ksywie Joker opuszcza zakład Arkham. Jak to możliwe, skoro „dorobek” rzeczonego w pełni predestynował go do pozostania po kres dziejów w murach tej zasłużonej placówki? Tego zapewne nie wie nawet sam scenarzysta i w gruncie rzeczy nie jest to istotne. Zwłaszcza, że Joker na wolności tradycyjnie generuje mnóstwo emocjonujących zdarzeń. Nie inaczej jest i tym razem. Rzeczony nie traci czasu niemal z miejsca przystępując do odbudowania swej pozycji w przestępczym półświatku Gotham City. Wiecznie zajęty Batman pozostaje nieobecny, co nie oznacza, że Joker może spokojnie załatwiać osobiste porachunki. Wszak w tak rozległym mieście nie brak chętnych do czerpania profitów z ludzkich słabostek. Wśród nich znalazło się miejsce także dla niegdysiejszego prokuratora okręgowego, Harveya Denta – bardziej znanego jako Two-Face. Jak łatwo przewidzieć konfrontacja obu wrażych osobowości jest nieunikniona… A wszystko to obserwujemy z perspektywy Jonny’ego Frosta, życiowego frustrata, który osobiste porażki (m.in. nieudane małżeństwo) usiłuje zrekompensować aktywnością w charakterze zbira Jokera. O ile sam koncept jawi się całkiem przekonująco, o tyle efekt końcowy budzi przynajmniej kilka zastrzeżeń.

Jak zauważył Michał Siromski na łamach „KZ” (z czym piszący te słowa w pełni się zgadza) Joker z niniejszej opowieści tylko w niewielkim stopniu koresponduje ze swym odpowiednikiem udzielającym się w regularnych seriach z Batmanem w roli głównej. Owszem, scenarzysta rozpisał całkiem zgrabną opowieść; tyle że o postaci niemal zupełnie odmiennej niż ta, do której przyzwyczaili nas wcześniejsi twórcy na czele z Frankiem Millerem, Jimem Starlinem czy Alanem Grantem. Analogii z naszego podwórka możemy doszukiwać się w zarzutach, jakie skierował swego czasu Paweł Dunin-Wąsowicz wobec reżysera filmu „Tytus, Romek i A’Tomek wśród złodziei marzeń” Leszka Gałysza. Pierwszy z wspomnianych (deklarujący się zresztą jako „tytusolog”) stwierdzał wprost, że twórca filmowej adaptacji posłużył się co prawda dobrze znanymi postaciami; nie zdołał jednak uchwycić sedna ich osobowości. Porównanie być może zbyt dalece idące (zwłaszcza w zestawianiu Jokera z – co by nie mówić – niegdysiejszymi adeptami ZHP), niemniej z podobnym zjawiskiem mamy do czynienia również na kartach omawianego tytułu. Joker w wykonaniu Azzarello jawi się jako brutal pierwszej klasy, bezwzględny i śmiertelnie skuteczny, niczym gangsterka z omijanych przez stróżów prawa zaułków argentyńskich miast. Niestety, gdzieś po drodze scenarzysta zagubił niedefiniowalne wręcz szaleństwo naczelnego oponenta Batmana, de facto charakterologiczne sedno tej postaci.

Czy uczynił to z premedytacją? Zapewne, bo przecież niełatwo mierzyć się z dokonaniami na tym polu jego wybitnych poprzedników. Azzarello zaproponował klimat, w którym jest bezapelacyjnie bezkonkurencyjny (wszak Eisner za „100 naboi” nieprzypadkowy). Wielbiciele mrocznych, brutalnych kryminałów prawdopodobnie nie doznają zawodu. Natomiast fani Jokera mogą odczuć irytujący dysonans. Na sceny pokroju tych z „Mrocznego Rycerza” Christophera Nolana czy „Zabójczego żartu” Alana Moore’a w tym przypadku nie ma co liczyć… Szaleństwo gdzieś się ulotniło; pozostał natomiast nie przebierający w środkach gangster, skrupulatnie odliczający zdobyty haracz.

Paradoksalnie znacznie lepiej wypadają pod tym względem pozostali, obecni tu adwersarze obrońcy Gotham. Oswald Chesterfield Cobblepot, Edward Nigma czy Waylon Jones aktywnie uczestniczą w toku fabuły, a ich wizerunek wprawnie dostosowano do gatunkowych prawideł tej opowieści. Szczególnie udanie poprowadzono usiłującego przeciwstawić się zapędom Jokera Two-Face’a. Momentami trudno wyzbyć się odczucia, że Azzarello znacznie lepiej „czuje” właśnie tę postać i z tego względu aż żal, że scenarzysta nie zrealizował jak dotąd solowej opowieści z udziałem Harveya Denta. Z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, że byłby to tytuł wyjątkowo udany. Mimo „wypchnięcia” na margines Mrocznego Rycerza również i on otrzymuje drobny (czego w żadnym wypadku nie należy interpretować jako zarzutu), acz istotny epizod. Stąd fani nietoperzowej peleryny mogą z pełnym przekonaniem sięgać również po ten tytuł.

Wysoka jakość graficzna „Jokera” to bez wątpienia najmocniejsza strona tegoż przedsięwzięcia. Charakterystyczna, „szarpana” kreska Lee Bermejo to swoista, gatunkowa chimera. Z jednej strony trudno odmówić stylistyce rzeczonego skłonności do realizmu z bezbłędnym ujmowaniem proporcji postaci oraz szczegółowo oddanym tłem. Z drugiej natomiast autor nie stroni od deformacyjnych, surrealistycznych wręcz udziwnień. Maniera Bermejo, mimo że charakterystyczna, może wzbudzać skojarzenia z ilustracjami Gene Ha, którego efekt prac polski czytelnik miał okazję podziwiać w również spolszczonym przez Egmont cyklu „Top 10”. Wręcz wzorcowo wykazali się również Patricia Mulvihill oraz Mick Gray. Na marginesie warto dodać, że wizerunek tytułowego bohatera w znacznym stopniu odpowiada charakteryzacji Heatha Ledgera w „Mrocznym Rycerzu”. Azzarello dementuje wszelkie insynuacje jakoby współpracujący z nim grafik z pełną premedytacją nawiązywał do szkiców koncepcyjnych (czy wręcz fotografii z planu) opracowanych przez realizatorów tego filmu. Pewne jest, że komiks trafił do dystrybucji kilka miesięcy po premierze obrazu Nolana.

Bez względu na zawarte wyżej sceptyczne uwagi album spółki Azzarello/Bermejo to rzecz, która zadowoli zarówno zagorzałych fanów alter ego Bruce’a Wayne’a, jak i mrocznego kryminału. Przekonujący klimat tej opowieści do spółki z ekspresywnymi ilustracjami zapewni odpowiednią dawkę miłych odczuć wielbicielom wytrawnej narracji.

Autorstwo: Przemysław Mazur
Źródło: Mezotyda.blogspot.com

Nota bibliograficzna

„Joker”, scenariusz: Brian Azzarello, szkic, okładki, okazjonalnie tusz: Lee Bermejo, tusz: Mick GrayKolory: Patricia Mulvihill, tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz, wydawca: Egmont Polska, data publikacji: 03.10.2011 r., objętość: 128 strony, cena: 69,99 zł.

Opublikował

Poza internetem 11 godzin

Krakers

Redaktor naczelny "Krakersa" i administrator portalu Komiks.ovh.
Komentarze: 2Publikacje: 163Rejestracja: 17-11-2018

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *