„Bitwa pod Warką w roku 1656” – recenzja

„Wszystko stracone” – mógłby rzec późną jesienią 1655 r. nieszczęsny król Jan Kazimierz. Przegnany z kraju przez szwedzką nawałę oraz zdradę znacznej części braci szlacheckiej znalazł się w de facto beznadziejnym położeniu. Jak się jednak niebawem okazało, ostatni z polskich Wazów zyskał zdeterminowanego obrońcę w osobie regimentarza Stefana Czarnieckiego.

Jako że postać to całkiem dobrze znana, wypada jedynie nadmienić, że tegoż wytrawnego „syna Marsa” cechowała nie tylko wierność prawowitemu monarsze, ale też imponujące doświadczenie w wojennym rzemiośle. Dane mu bowiem było zmagać się ze wszystkimi nieprzyjaciółmi ówczesnej Rzeczypospolitej – począwszy od wiecznie krnąbrnych Kozaków, poprzez okazjonalnie wspomagających ich Tatarów, Moskwicinów oraz poddanych sułtana (m.in. w tzw. pierwszej bitwie pod Chocimiem). W trakcie działań zbrojnych podczas wojny o Ujście Wisły (1626–1629) miał on sposobność zmierzyć się także z „ognistym ludem”, jak zwykli niekiedy zwać Szwedów polscy i litewscy wojacy. Stąd, gdy w ćwierć wieku później Skandynawowie niemal dosłownie „zalali” sarmacką republikę, znał on już nieźle także i tego przeciwnika.

„Bitwa pod Warką” Anny i Leszka Owczarczyków oraz Krzysztofa Wyrzykowskiego przybliża jeden z największych sukcesów w karierze tego znakomitego żołnierza. Rzecz bowiem dotyczy starcia, do którego doszło 7 kwietnia 1656 r. Przy wsparciu chorągwi dowodzonych przez Jerzego Sebastiana Lubomirskiego (niewiele tylko w sprawności wodzowskiej mu ustępującego) Czarniecki rozbił niemal do szczętu posiłki zmierzające na odsiecz okrążonemu w widłach Sanu i Wisły szwedzkiemu monarsze, Karolowi X Gustawowi.

Model narracji zaproponowany przez autorską spółkę do szczególnie odkrywczych nie należy. Z miejsca zresztą wzbudza skojarzenia z pokrewnymi gatunkowo wydawnictwami publikowanymi u nas przed i tuż po roku 1989 (m.in. „Bolesław Krzywousty” Barbary Seidler i Marka Szyszko, „Hernan Cortes i podbój Meksyku” Stefana Weinfelda i Jerzego Wróblewskiego). Objętość komiksu jest co prawda niewielka – to ledwie 22 plansze. Niemniej po zwięzłym, acz konkretnym wprowadzeniu w dziejowe realia tytułowej konfrontacji czytelnik rychło zostaje przeniesiony do miejsca akcji, tj. w okolice Warki, przemierzane przez kierujące się na Warszawę szwedzkie regimenty.

Tymczasem po przysłowiowych piętach depcze im uparty Czarniecki, który ani myśli darować obciążonym łupami szabrownikom zza Bałtyku. Zniszczony most na Pilicy oraz rwący nurt ledwie co oswobodzonej z zimowej kry rzeki nie jest w stanie powstrzymać jego żądnych rewanżu podkomendnych. Stąd szwedzki dowódca – margrabia Fryderyk von Baden-Durlach – zdaje sobie sprawę, że bitwa jest nieunikniona. Tym samym przyparci do lasu Skandynawowie gotują się do „powitania” husarskich rot, tusząc, że po raz kolejny ogień ich muszkietów skutecznie przetrzebi skrzydlatych jeźdźców…

Przyznać trzeba, że pomimo skromnej objętości nakreślona przez Owczarczyków opowieść prezentuje się przekonująco. W przyswajaniu treści tej publikacji nie drażni nawet wszechwiedzący narrator, przez współczesnych twórców komiksu zwykle skwapliwie unikany. Wiele w tym zasługi w realistycznej, a zarazem ekspresywnej warstwie ilustracyjnej sporządzonej przez – co można już śmiało rzecz – weterana rodzimego komiksu historycznego w osobie Krzysztofa Wyrzykowskiego. Co prawda rzecz pochodzi z wczesnego okresu jego pełnowymiarowej aktywności na komiksowej niwie (tj. prawdopodobnie z przełomu lat 2005/2006), gdy ów twórca, po kilkuletniej przerwie, dopiero na nowo wdrażał się w ten typ plastycznej narracji. Stąd „Bitwa pod Warką” jawi się w kategorii swoistego „bytu pośredniego” pomiędzy „Westerplatte. Załogą śmierci” (wyd. I – Gdańsk 2004), a w pełni dojrzałą kreską obecną m.in. w „Łupaszce” (wyd. I – Warszawa 2009) czy „Wyzwoleniu?” (Warszawa 2010). Brak tu bowiem dokładności każdego detalu, jak ma to zwykle miejsce w przypadku komiksów realizowanych obecnie przez rzeczonego autora dla Instytutu Pamięci Narodowej. Jednakże umiejętne kadrowanie, właściwe ujęcie realiów epoki (co przejawia się przede wszystkim w kostiumach rozrysowywanych postaci i znacznie skromniejszej scenografii), przy równoczesnej dynamice sekwencji batalistycznych, z miejsca wskazuje, że potencjalny czytelnika ma do czynienia z utalentowanym i profesjonalnie przygotowanym do swego zawodu plastykiem.

Niewykluczone również, że przynajmniej jeden z kadrów „konfrontacyjnych” (pierwszy na stronie siedemnastej) jest niemal dokładnym nawiązaniem do reprodukcji ryciny zamieszczonej na kartach w swoim czasie głośnego dzieła Samuela von Pufendorfa “De rebus a Carlo Gustavo Sueciae rege gestis”. Jeżeli istotnie tak się sprawy miały, to wspomniana okoliczność świadczy o rzetelnym podejściu realizatorów tej opowieści i przeprowadzeniu stosownej kwerendy ikonograficznej. A ten element w przypadku komiksu historycznego jest z oczywistych względów sprawą zasadniczą.

W jednej z popularyzatorskich publikacji („W czasach potopu”, Wrocław 2004) prof. Antoni Mączak określił najazd szwedzki z lat 1655–1660 mianem jednego z najbardziej krytycznych momentów w dziejach państwa i narodu polskiego. Precedensu dla katastrofalnego obrotu spraw zaistniałych wskutek agresji Karola X Gustawa dopatrywał się jedynie w czasach Władysława Łokietka, gdy nękanej przez Krzyżaków i władającego Czechami Jana Luksemburskiego (a okazjonalnie także przez Litwinów), znacznie okrojonej monarchii późnych Piastów śmierć dosłownie zaglądała w oczy. Niby truizm, a jednak z racji późniejszych perturbacji dziejowych naszego kraju odległa w czasie okupacja szwedzka zwykle wspominana jest co najwyżej przez coraz mniej licznych admiratorów twórczości niejakiego „Litwosa”, pasjonatów siedemnastowiecznej wojskowości oraz wielbicieli historii regionalnej. Tym bardziej cieszy okoliczność przypomnienia przełomowego momentu polsko-szwedzkiego konfliktu przez stowarzyszenie W.A.R.K.A. Zwłaszcza że ów epizod stanowi idealną kanwę dla emocjonującej opowieści, a przy okazji umożliwił zaistnienie kolejnych komiksów dotyczących przeszłości tej mazowieckiej miejscowości („Piotr Wysocki. Bohater w cieniu historii”; „Nadzieja, męstwo i śmierć. Powstańcza wiosna oddziału Kononowicza”) oraz ich wersji multimedialnych.

Niniejszą opowieść zaprezentowano pierwotnie w roku 2006 w ramach celebracji 350. rocznicy fortunnej dla Polaków batalii. W kwietniu bieżącego roku, tym razem z okazji odsłonięcia konnego pomnika zwycięzcy spod Warki, doczekaliśmy się publikacji poprawionego wydania tego komiksu.

„Bitwę pod Warką” raczej trudno uznać za kamień milowy w dziejach gatunku. Pod względem formalnym można temuż utworowi zarzucić wręcz anachronizm przejawiający się m.in. „chwytami” we współczesnym komiksie zwykle nie stosowanymi (m.in. wzmiankowany wszechwiedzący narrator, dublowanie opisem scen nie wymagających komentarza). Jednakże w kategorii rozrywki zawierającej sprawdzone dane faktograficzne, a przy tym wizualnie atrakcyjnej, rzecz z powodzeniem wpisuje się zarówno w nurt współczesnego komiksu historycznego jak i wydawnictw promujących historię lokalną.

Autorstwo: Przemysław Mazur
Źródło: Histmag.org
Licencja: CC BY-SA 3.0

Opublikował

Poza internetem 2 godziny

Krakers

Redaktor naczelny "Krakersa" i administrator portalu Komiks.ovh.
Komentarze: 2Publikacje: 80Rejestracja: 17-11-2018

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *